A- A A+  
Miejska Biblioteka Publiczna im. Zofii Nałkowskiej w Wołominie - strona główna

Kontakt

ul. Wileńska 32
05-200 Wołomin
Tel. 22 776 29 53
Kom. 519 723 455

mbp@biblioteka.wolomin.pl
Dział promocji
Pozostałe adresy

Kontakt z filiami

fblogo

Godziny otwarcia

Poniedziałek 12.00–19.00
Wtorek 12.00–19.00
Środa 9.00–16.00
Czwartek 12.00-19.00
Piątek 12.00-19.00
Sobota 9.00-14.00
↓↓↓ Rozwiń (filie) ↓↓↓

Newsletter

Zapisz się na nasz newsletter. Na Twój adres email będziemy cyklicznie wysyłać informacje o wydarzeniach kulturalnych i nowościach w naszych zbiorach.

Aktualności

Orange dla Bibliotek

ibuk2016

Poczytaj mi Famo

Superman zagościniec 1

informacja o prenumeracie-001

urodzinowa lista autorów

Miejska Biblioteka Publiczna im. Zofii Nałkowskiej w Wołominie bierze udział w PROGRAMIE ROZWOJU BIBLIOTEK

Realizujemy projekty wspierane przez AKADEMIĘ ROZWOJU FILANTROPII W POLSCE

Recenzje czytelników


Witamy w nowym dziale serwisu internetowego MBP w Wołominie. Prezentujemy tu recenzje książek nadesłane do nas przez czytelników.
Tak! Dokładnie, właśnie przez Państwa!


Jeżeli przeczytali Państwo książkę i chcieliby się podzielić swoimi refleksjami na jej temat z innymi zachęcamy do napisania kilku zdań lub długiej, potężnej, pełnokrwistej recenzji i przesłania jej na adres e-mail promocja@biblioteka.wolomin.pl


Oczywiście zastrzegamy sobie prawo do niezbędnej korekty tekstów oraz do nie umieszczania treści powszechnie uważanych za obraźliwe lub łamiących prawo.
Prosimy również o jasne określenie czy chcą Państwo aby recenzje podpisane były imieniem i nazwiskiem, pseudonimem lub prezentowane anonimowo.

Autor recenzji: Tomasz Rędzia

W moim światku literackim jest tak, że książki przychodzą i oddziałują na mnie z różną siłą. Jedne zapominam po pewnym czasie, zbytnio się nad nimi nie zastanawiając, a inne z premedytacją umieszczam w najciemniejszym kącie swojej głowy, naklejając im etykietę o treści „zapomnij natychmiast”. Są jednak też takie, które wkraczają w moje życie niczym Armia Czerwona, z głośnym urrraaa!, i miażdżą mnie potęgą swojej treści. Zupełnie jak wspomniana armia, nie pozwalają o sobie zapomnieć przez bardzo długi czas. Po przetoczeniu się przeze mnie zostawiają krwawiącą, głęboką ranę, która w żaden sposób nie chce się zabliźnić. Jedyna różnica w tej analogii jest taka, że o armii radzieckiej każdy chciał zapomnieć jak najszybciej, zaś książkę, której lekturze oddawałem się w ostatnim czasie, chcę ciągle rozpamiętywać, wciąż analizować to, co zostało mi w niej przekazane przez autorkę – Daphne du Maurier.

Pisarkę tę w mojej pamięci przechowuję jako twórczynię wspaniałego, gotyckiego thrillera zatytułowanego „Rebeka”, który miałem ogromną przyjemność przeczytać około półtora roku temu. Zrobił on na mnie wielkie wrażenie, jednak do chwili obecnej nie miałem możliwości zetknięcia się z innymi utworami Daphne du Maurier. Dlatego kiedy dostrzegłem „Kozła ofiarnego” (wcześniejsze wydanie – z 1995 roku – zatytułowane jest „Sobowtór”), podświadomie wiedziałem, że książka ta zrobi bałagan w mojej czytelniczej duszy, pochwyci w swe władanie, a potem porzuci mnie, rozżalonego, niczym szmacianą lalkę.

Bohatera „Kozła ofiarnego”, Johna, poznałem w chwili, której w żadnym wypadku nie można nazwać szczytem męskiej formy. Męczą go bowiem odniesione porażki życiowe, zaś poczucie całkowitego bezsensu i depresja pchają go w podróż, podczas której poszukiwać będzie sensu swojego życia, chcąc odnaleźć go w klasztorze cystersów w La Grande-Trappe we Francji. W trakcie tej podróży, w jednym z miasteczek, spotyka innego mężczyznę – swojego sobowtóra, który w dalszym ciągu zdarzeń dokonuje kradzieży nie tylko jego rzeczy, ale także tożsamości. John w jednej chwili staje się hrabią Jeanem de Gué – właścicielem zamku Saint Gilles, wraz z dobrodziejstwem jego inwentarza, krewnymi i kochankami, oraz upadającej huty szkła – rodzinnego interesu. Będzie musiał zastąpić chciwego gospodarza, okiełznać jego rodzinę, o której członkach nie ma bladego pojęcia. Każda sekunda, minuta nowego życia będzie zaskakująca nie tylko dla niego, ale też dla czytelnika obserwującego jego zmagania.

Wędrówkę po tej powieści rozpocząłem z uczuciem głębokiego niepokoju, który udzielił mi się od zgłębiającego sieć rodzinnych intryg Johna. Niepokój, choć towarzyszył mi właściwie przez całą lekturę, w pewnym momencie zaczął przemieniać się w ogromne zaciekawienie, związane z odkrywaniem kolejnych mrocznych tajemnic rodziny, a także samego hrabiego. Zaciekawienie ustąpiło wreszcie miejsca współczuciu i ogromnemu żalowi, który nie opuścił mnie już do samego końca, a nawet rozgościł się we mnie po zakończeniu lektury. Pełen rozmaitych uczuć przemierzyłem rozległe połacie majątku hrabiego Jeana de Gué, spotykając przez ten czas bohaterów opowieści, którzy objawili mi się niczym żywi ludzie. Pokochałem ich razem z Johnem i byłem strasznie rozżalony, że muszę ich opuścić. Poszukiwałem cały czas odpowiedzi na pytanie, czy warto zmieniać cudze życie i ponosić odpowiedzialność za błędy obcych sobie osób? Czy warto być tym tytułowym kozłem ofiarnym, który – jak przecież wiadomo – od samego początku przygotowany jest do zaszlachtowania? Uzmysłowiłem sobie, że każdy człowiek buduje swoje życie inaczej, w zależności od swojej osobowości oraz cech swojego charakteru. Jeden jest budowniczym, inny zaś niszczycielem.

Teraz czas się trochę otrząsnąć, pozostawić gdzieś z boku ten żal, wrócić do normalnego życia i poszukiwać nowych, wspaniałych książek, które życzyłbym sobie, aby były tak samo pasjonujące, jak „Kozioł ofiarny”.

Autor recenzji: Tomasz Rędzia

Wiele razy spotykałem się ze stwierdzeniem „nudne jak partia szachów”.  Wielokrotnie też sam takowego sformułowania używałem. Myślałem, że nie ma na świecie nudniejszego sportu. Okazuje się, że byłem w błędzie, z którego wyprowadziła mnie lektura powieści „Zapach miasta po burzy” napisana przez polskiego debiutanta, Olgierda Świerzewskiego.

Autor ten udowodnił mi, że szachy są nadzwyczaj pasjonującym zajęciem, takim, które nie w pełni kontrolowane zawładnie naszym umysłem, sercem i duszą, doprowadzając do bolesnych upadków. Tylko, kto umie całkowicie kontrolować swoje emocje, odrzucić stres, chęć zemsty, rozkoszować się jedynie grą? Jeśli do tego wrzącego kotła dorzucimy jeszcze miłość i walkę o kobietę, otrzymamy emocjonującą dawkę zwaną właśnie „Zapach miasta po burzy”.

Książka ta jednak nie opowiada wyłącznie o rozgrywkach szachowych.  Stają się one tłem dla ogromnej ilości ciekawych postaci, wydarzeń historycznych oraz tych, całkowicie zmyślonych przez pisarza.  Całości dopełnia wachlarz emocji , którym autor umiejętnie poddaje swojego czytelnika.   Od wzruszeń do ogromnego wzburzenia, od napięcia do całkowitej irytacji. Czasami czuję się znudzony, aby za chwilę szybko przewijać tekst, chcąc wiedzieć, co stanie się dalej? Kto wygra, kto stanie na piedestale, a kto z niego spadnie, by stoczyć się i sięgnąć dna? Aby poznać odpowiedzi na takie pytania, trzeba poznać ludzkie myśli. Podobno ludzka psychika kryje w sobie wiele tajemnic, o tym między innymi opowiada ta książka. Mam w sobie jeszcze wiele pytań, które nasunęły mi się w trakcie czytania tej powieści. Nie czas i miejsce wszystkie je opisywać. Każdy przecież inaczej odbiera utwór, inne zadaje sobie pytania, inaczej rozumuje. Odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, będę poszukiwał pewnie jeszcze przez jakiś czas, dopóki tekstu nie przyćmi inny, który objawi mi się w postaci kolejnej pasjonującej książki.

Nie ukrywam, że będę wypatrywał kolejnej powieści Olgierda Świerzewskiego, zaciekawił mnie ogromnie swoją twórczością.  Zastanawiam się czy będę miał kiedyś możliwość zadać autorowi pytanie, które nasunęło mi się w trakcie lektury? Czy myśli Pan, że alkoholikiem jest się tylko wtedy, kiedy się chce?

Autor recenzji: Tomasz Rędzia

Stefan Darda zadebiutował na polskim rynku wydawniczym jako autor horrorów - powieści grozy. Do dziś z sentymentem wspominam moje zachwyty nad jego pierwszą książką pt. „Dom na Wyrębach”. Na kolejną, która przyczyniła się do tego, że Stefan Darda powrócił do grona autorów, przewijających się w mojej głowie, czekałem aż osiem lat.  Tak, przyznam, że cykl, który powstał po debiucie, nie przypadł mi do gustu, i w pewnym momencie przestałem interesować się prozą Dardy. Autor cały czas obiecywał kontynuację „Domu na Wyrębach” a w zamian otrzymywałem kolejne, chyba na siłę produkowane powieści z cyklu „Czarny Wygon”. Poczułem się zawiedziony. Choć dalsze losy bohaterów Domu na Wyrębach nie powstały do dziś, to w końcu otrzymałem od autora powieść, która przywróciła moją wiarę w jego dokonania.

Thriller „Zabij mnie tato” pokazał, że Stefan Darda umie poruszać się w tym gatunku i wcale nie raczkuje. Od razu uderza czytelnika z całą siłą, wrzuca go w brutalny i rzeczywisty świat rodem z polskiego podwórka.  Rozpacz, która wylewa się z kart powieści zatruwa wręcz czytelnika, uczucia, które targają bohaterami w magiczny sposób udzielają się czytającemu i  nie pozwalają na potraktowanie powieści jako zwykłego czytadła.  Choć w opowieści tej znajdziemy momenty, które wywołają na naszej twarzy uśmiech, to jednak będzie to uśmiech gorzki, który za chwilę zgaśnie, tak szybko, jak się pojawił. To tylko takie, krótkie momenty odsapki, aby dać czytelnikowi chwilę wytchnienia.  Aby potem zaatakować go  ze zdwojoną siłą i przytłoczyć całkowicie bezsensem tragedii, które spotykają bohaterów.

Kiedy w moje ręce wpadają takie książki, które  w pełni mnie satysfakcjonują, a szczególnie wtedy, kiedy napisane zostały przez polskiego autora, narasta mój patriotyzm literacki i ze zdwojoną siłą poszukuję innych, być może jeszcze lepszych. Pewnie takie są. Do Stefana Dardy mam też prośbę: Stefan, nie każ mi czekać na następną, bardzo dobrą powieść kolejne osiem lat! Połechtałeś moje czytelnicze wymagania, a powieścią tą zawiesiłeś sobie dość wysoko poprzeczkę. Teraz ją przeskocz. 

Autor recenzji: Tomarz Rędzia

Akt oskarżenia

Oskarżam Marka Stelar urodzonego w 1976 roku, zamieszkałego w Szczecinie o to, że:
w okresie od grudnia 2013 roku do września 2014 roku, działając w bezpośrednim zamiarze popełnienia czynów objętych przepisami kodeksu książkowego, stworzył powieść kryminalną zatytułowaną „Rykoszet”, która oddziaływaniem swym doprowadziła wielu czytelników do niekorzystnego rozporządzania swoim czasem, pozbawiła ich możliwości podejmowania świadomych decyzji związanych z obowiązkami życia codziennego, a także doprowadziła do zmiany postrzegania świata literackiego w gatunku kryminału, tj. o czyn przewidziany w art. 17 § 3 kk i 21 § 6 kk (kodeksu książkowego).

Uzasadnienie

Oskarżony, Marek Stelar dopuścił się zarzucanych mu czynów w okresie kilku miesięcy, co uznać trzeba za świadome działanie. Należy zatem zgodzić się z tym, że wymieniony, działając z premedytacją, napisał i wprowadził do obiegu księgarskiego powieść „Rykoszet”, otwierającą cykl literacki „Krugły i Michalczyk”. Wiedząc także, że może ona doprowadzić do zachwytu wielu nieświadomych czytelników, którzy znajdą się pod wpływem jej działania, nie przedsięwziął kroków mających temu zapobiegnąć i oczekiwał jedynie na następstwa swego planu. Skutkowało to tym, że wielu z nich, nie widząc innej możliwości niż rozstanie się z książką i jej bohaterami na dłuższy czas, doprowadziło do szeregu zaniedbań i zaniechań związanych z wykonywanymi przez nich obowiązkami codziennymi, a co gorsze, także służbowymi.

Osoby te, wieloletni czytelnicy, przesłuchiwane w charakterze świadków zeznawały, że w obliczu kontaktu z przedmiotową lekturą stawały się bezwolne i poddawały się jej zupełnie. Stworzona opowieść, jak również biorący w niej udział bohaterowie, miała ogromny wpływ na zdolność postrzegania przez nie rzeczywistości, co doprowadziło do niekontrolowanej chęci ciągłego czytania, mającego na celu doprowadzenie do rychłego poznania oryginalnej intrygi kryminalnej, a co najważniejsze, odkrycia jej zaskakującego rozwiązania.

W toku wielu czynności czytelniczych ustalono również, że oskarżony działaniem swym doprowadził do szeregu zmian w postrzeganiu tak zwanej elity autorów kryminałów. Manipulując świadomością czytelników, bezpardonowo zajął jedno z honorowych miejsc na piedestale literackim, spychając z niego, mających mu to zapewne za złe, innych autorów tego literackiego gatunku.

Mając na uwadze powyższe ustalenia, uznaje się oskarżonego Marka Stelar winnym zarzucanych mu czynów i działając na zasadzie art. 279 § 7 kodeksu książkowego, skazuje się go na:

1. przymusową kontynuację losów bohaterów Roberta Krugłego i Mateusza Michalczyka, 
2. utrzymanie poziomu literackiej formy na równi z wcześniejszymi – świetnymi utworami bądź jego znaczne podwyższenie (w miarę posiadanych możliwości i umiejętności), 
3. zasądza się na rzecz biorących udział w sprawie czytelników bezwzględne i rychłe dzielenie się z nimi wszelkimi wiadomościami i nowinkami dotyczącymi nowości czytelniczych sygnowanych jego nazwiskiem. Zabezpieczenia te będą mogły w przyszłości zapobiegać masowej histerii i niekontrolowanemu pędowi do księgarni w celu bezzwłocznego zakupu nowej powieści.

Wyrok jest prawomocny i podlega rygorowi natychmiastowej wykonalności z dniem 15 lutego 2016 roku.

Tytuł: Czarny dom
Autor: Peter May
Autor recenzji: Tomasz Rędzia

Myślę, że najlepszą rekomendacją dla powieści „Czarny dom” będzie to, że w trakcie lektury czułem się jakbym czytał prozę Stephen Kinga. Nie chodzi mi oczywiście o to, że Peter May w prosty sposób usiłuje naśladować mistrza. On tworzy swój niepowtarzalny styl, w którym nieśpieszna narracja i mnogość drobiazgowo opisanych szczegółów przypomina mi właśnie to, co serwuje swym czytelnikom najsłynniejszy twórca horrorów.

„Czarny dom” horrorem jednak nie jest i właściwie ciężko mi jednoznacznie nazwać gatunek literatury, który reprezentuje ta książka. Niech będzie, że jest to powieść obyczajowo-psychologiczna z wątkiem ludowym i kryminalnym, w której przeszłość przeplata się z teraźniejszością, tworząc ujmującą i w wielu momentach bolesną historię wywodzącego się ze Szkocji policjanta Fina MacLeoda.

Ogromnym atutem autora i oczywiście samej powieści jest plastyczność i barwa języka, którym posługuje się przy tworzeniu swoich powieści. Czytając „Czarny dom”, cały czas miałem wrażenie, jakbym znajdował się w opisywanych miejscach a szum fal i krzyk morskich ptaków, zdawał się otaczać mnie ze wszystkich stron, czasami powodując uczucie zagrożenia i trwogi. Nastrój powieści jest mroczny i klaustrofobiczny, co doskonale oddaje uczucia bohaterów oraz wizerunek społeczności wyspy Lewis znajdującej się na Archipelagu Hebrydów. Opisy samej wyspy i znajdującej się na niej i w jej okolicy przyrody wzmacniają doznania płynące z lektury i bardzo ożywiają fabułę. U mnie spowodowały ogromną chęć odbycia podróży do Szkocji, o której będę teraz ustawicznie rozmyślał.

Przyznać należy, że zatwardziali fani kryminałów mogą poczuć się zawiedzeni, gdyż wątek kryminalny nie jest w tej powieści wiodący i szybko można domyślić się jego rozwiązania. Zakończenie jednak mnie zaskoczyło i po mimo tego, że domyśliłem się osoby sprawcy, to nie spodziewałem się takich motywów, które kierowały jego postępowaniem.

„Czarny dom” to książka o rozliczeniu się ze swoją przeszłością, cierpieniu po stracie bliskich i młodzieńczych miłościach.

Należy do takich książek, dla których warto być czytelnikiem, nawet warto stać się czytelnikiem i zaczynać przygodę własnie od takiej literatury.

Tytuł: Sezon burz
Autor: Andrzej Sapkowski
Autor recenzji: Tomasz Rędzia

Co czuje człowiek, który bardzo kogoś polubił, ceni go i wychwala po wszystkich odpustach kościelnych, ale wie, że nigdy już tej osoby nie spotka? Czuje pustkę, żal po stracie. Często wspomina przeżyte wspólnie przygody, wzdycha, rozpamiętując przyjaźń, która przeminęła. Z czasem, powoli zapomina, znajduje inne przyjaźnie i nowych idoli. Jednak, kiedy w głowie pojawia się błysk wspomnienia, na ciele występuje gęsia skórka a po plecach wędrują „mrówki”. 

A gdy nagle, tak bez żadnej zapowiedzi, nadarza się okazja spotkania, rzuca wszystko i bez wytchnienia podąża na randez vous z bohaterem – idolem z przed lat.  

Tak było właśnie w moim przypadku z Wiedźminem. Przeżyliśmy razem wiele przygód, zaprzyjaźniliśmy się. Potem było rozstanie, ale tęskniłem i po jakimś czasie, wróciłem do Niego, aby znowu móc przeżywać, choćby te same przygody. Kolejne wspaniałe przygody, obfitujące w wiele wyborów moralnych, przeżywaliśmy na monitorach komputera, za sprawą gier komputerowych. Potem nastąpiło rozstanie, a w końcu zastąpienie Wiedźmina innym bohaterem, mianowicie Vuko Drakainenem. 

I nagle… jest. Nie zdążyłem nawet westchnąć a Wiedźmin dziarsko wmaszerował w moje życie z pobłyskującymi na jego plecach wspaniałymi i zarazem niebezpiecznymi mieczami.  Ponownie wciągnął niczym wir w swoje życie. Odżyły wspomnienia, które jednak natychmiast zostały zastąpione obecnymi wydarzeniami, przez które razem przebrnęliśmy, pozostawiając za sobą kilka trupów i wzdychających niewiast.  

Najgorsze z tego było jednak to, że wszystko minęło niczym błysk znaku Igni i spowodowało, że znowu będę tęsknił i rozpamiętywał, zarazem zastanawiając się czy to był sen, czy kiedykolwiek się jeszcze spotkamy?

I nie mam zamiaru zastanawiać się teraz nad wyższością przygód sprzed lat nad naszymi ostatnimi poczynaniami. Nie interesuje mnie też czy Andrzej Sapkowski przysłał do mnie Wiedźmina wyłącznie z chęci zysku. Dla mnie liczy się to, że Geralt z Rivii przybył, zamieszał znowu w moim życiu i tak jak szybko się pojawił, tak samo odszedł. Nie zostawił mi tylko na pożegnanie pamiątki żadnej. A szkoda… Teraz będę się zastanawiał czy to nie był jedynie sen?

Tytuł: Zbrodnia w błękicie
Autor: Katarzyna Kwiatkowska
Autor recenzji: Tomasz Rędzia

Oto jest przykład doskonałego, klasycznego kryminału, który zachwyca i oczarowuje czytelnika. Oto jest także przykład kolejnego polskiego debiutu, który można stawiać za przykład innym debiutantom. Uczepiłem się ostatnio tych polskich debiutantów i wychwalam ich pod niebiosa, ale akurat tak się zdarza, że trafiam fartownie na tych najlepszych.

"Zbrodnia w błękicie" podobała mi się tym bardziej, iż akcja tej powieści umiejscowiona była w XIX wiecznym polskim dworze, który z wielką chęcią zwiedzałem, rozwikłując zagadkę morderstwa. Jak ja lubię takie klimaty...

Polubiłem bohaterów i związałem się z nimi. Bardzo ciekaw byłem rozwiązania i przyznam, że nawet mnie zaskoczyło. Teraz będę musiał poszukać drugiej powieści Pani Katarzyny Kwiatkowskiej, która podobna jest jeszcze lepsza, co od razu zachęca do jej lektury.

Tytuł: Pasażer
Autor: Jean-Christophe Grange
Autor recenzji: Tomasz Rędzia

Wnikając w świat stworzony w najnowszym thrillerze Jeana-Christophe Grange, czułem się jakbym został zamknięty w pomieszczeniu, w którym rozrzucono puzzle, składające się z tysięcy elementów, zaś osoba odpowiedzialna za całkowicie przypadkowe ich rozmieszczenie, wykonała swoją pracę z niezwykłą starannością. Podróżując całkowicie po omacku razem z bohaterem, starałem się poznać tajemnice skrywane w jego psychice oraz poznać sekret związany z zabójstwami dokonywanymi i inspirowanymi mitologią grecką. Kiedy wydawało mi się, że jestem bliski rozwiązania wszelkich sekretów skrywanych w fabule powieści, okazywało się, że muszę wyruszać na kolejny etap eksploracji pomieszczenia, gdzie schowane są brakujące części łamigłówki. Zdarzało się także, że na poczynania bohatera patrzyłem z lekkim przymrużeniem oka, ale wcale nie wpłynęło to ujemnie na moją pozytywną opinię o tej powieści. Częściej jednak byłem pod wrażeniem ogromnej pomysłowości i kunsztu literackiego autora, powodujących takie przyspieszenia akcji, które zapewnić może jedynie kolejka górska. 

Moje spotkanie z tym opasłym tomiskiem przebiegło bardzo sprawnie i szybko, co tylko potwierdza fakt, że książka nie pozwala na dłuższe z nią rozstania. Doskonale skonstruowana fabuła, prowadzona jest w taki sposób, aby zachęcać czytelnika do przekładania kolejnych stronic książki i zagłębiania się w zakamarki osobowości psychicznie chorych osób, stanowiących tło, ale także będących ważnym elementem powieści. 

Kolejne moje randez-vous z mistrzem francuskiego thrillera psychologicznego uważam zatem za bardzo udane. Cieszy mnie także fakt, że autor ten utrzymuje cały czas dość wysoki poziom, zapewniając czytelnikom dreszczyk emocji, którego chyba każdy oczekuje po takich książkach.

Tytuł: Co widziały wrony
Autor: Ann-Marie MacDonald
Autor recenzji: Tomasz Rędzia

Książka zatytułowana „Co widziały wrony” jest najlepszą powieścią jaką udało mi się przeczytać w tym roku.  Choć wyobrażałem sobie tę pozycję jako szczególną, nie pomyślałem sobie, że będzie potrafiła aż w takim stopniu zawładnąć moim umysłem i wręcz wessać mnie w siebie, przenosząc magicznie do kanadyjskiej bazy lotniczej, ukazując ją oraz jej mieszkańców w okresie przypadającym na lata zimnej wojny i prac związanych z podbojem kosmosu.  

To kolejna powieść, lekturze, której należy oddawać się powoli, ważyć każde słowo, delektować się bogatą treścią i barwnym językiem, którym posługuje się Ann-Marie MacDonald. To książka dla czytelnika cierpliwego i wrażliwego, który co chwila nagradzany jest jej pięknem, bogatą treścią i wzruszającą do łez historią.  To wreszcie książka, w której obraz świata utkany jest misternie, jakby z kingowską precyzją i mistrzowską dbałością o najmniejszy detal. Jej autorka zwodzi czytelnika mamiąc go sielanką, aby nagle uderzyć w niego ze zdwojoną siłą, ustanawiając go świadkiem wielu ludzkich dramatów, które objawiając się, niszczą życie, doprowadzają do kolejnych tragedii. 

Nigdy nie mogłem pogodzić się ze złem wyrządzanym dzieciom, zawsze traumatycznie przeżywałem takie zdarzenia i w szczególny sposób je rozpamiętywałem. Za sprawą tej książki stałem się znowu świadkiem takich wydarzeń, wstrząsnęły one mną do głębi i przez długi czas będą jeszcze na mnie oddziaływać. 

Teraz myślę sobie, że takie książki jak ta, znaleźć coraz trudniej. Prawie wszystkie, na które najczęściej natrafiam są wobec takich powieści banalne, płaskie, zupełnie o niczym. Być może o takich książkach pamięta się już przez całe życie.

Miejska Biblioteka Publiczna
im. Zofii Nałkowskiej w Wołominie
ul. Wileńska 32, 05-200 Wołomin
tel. 22 776 29 53

Na naszej stronie wykorzystujemy pliki cookies. Twoje preferencje dotyczące plików cookies znajdują się w ustawieniach przeglądarki, gdzie możesz je zmienić. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

  I accept cookies from this site.
EU Cookie Directive Module Information