A- A A+  
Miejska Biblioteka Publiczna im. Zofii Nałkowskiej w Wołominie - strona główna

Kontakt

ul. Wileńska 32
05-200 Wołomin
Tel. 22 776 29 53
Kom. 519 723 455

mbp@biblioteka.wolomin.pl
Dział promocji
Pozostałe adresy

Kontakt z filiami

facebook64   instagram64

Godziny otwarcia

Poniedziałek 12.00–19.00
Wtorek 12.00–19.00
Środa 9.00–16.00
Czwartek 12.00-19.00
Piątek 12.00-19.00
Sobota 9.00-14.00
↓↓↓ Rozwiń (filie) ↓↓↓

Newsletter

Zapisz się na nasz newsletter. Na Twój adres email będziemy cyklicznie wysyłać informacje o wydarzeniach kulturalnych i nowościach w naszych zbiorach.

Aktualności

Orange dla Bibliotek

ibuk2016

Poczytaj mi Famo

Superman zagościniec 1

informacja o prenumeracie-001

urodzinowa lista autorów

Miejska Biblioteka Publiczna im. Zofii Nałkowskiej w Wołominie bierze udział w PROGRAMIE ROZWOJU BIBLIOTEK

Realizujemy projekty wspierane przez AKADEMIĘ ROZWOJU FILANTROPII W POLSCE

Autor recenzji: Tomasz Rędzia

W moim światku literackim jest tak, że książki przychodzą i oddziałują na mnie z różną siłą. Jedne zapominam po pewnym czasie, zbytnio się nad nimi nie zastanawiając, a inne z premedytacją umieszczam w najciemniejszym kącie swojej głowy, naklejając im etykietę o treści „zapomnij natychmiast”. Są jednak też takie, które wkraczają w moje życie niczym Armia Czerwona, z głośnym urrraaa!, i miażdżą mnie potęgą swojej treści. Zupełnie jak wspomniana armia, nie pozwalają o sobie zapomnieć przez bardzo długi czas. Po przetoczeniu się przeze mnie zostawiają krwawiącą, głęboką ranę, która w żaden sposób nie chce się zabliźnić. Jedyna różnica w tej analogii jest taka, że o armii radzieckiej każdy chciał zapomnieć jak najszybciej, zaś książkę, której lekturze oddawałem się w ostatnim czasie, chcę ciągle rozpamiętywać, wciąż analizować to, co zostało mi w niej przekazane przez autorkę – Daphne du Maurier.

Pisarkę tę w mojej pamięci przechowuję jako twórczynię wspaniałego, gotyckiego thrillera zatytułowanego „Rebeka”, który miałem ogromną przyjemność przeczytać około półtora roku temu. Zrobił on na mnie wielkie wrażenie, jednak do chwili obecnej nie miałem możliwości zetknięcia się z innymi utworami Daphne du Maurier. Dlatego kiedy dostrzegłem „Kozła ofiarnego” (wcześniejsze wydanie – z 1995 roku – zatytułowane jest „Sobowtór”), podświadomie wiedziałem, że książka ta zrobi bałagan w mojej czytelniczej duszy, pochwyci w swe władanie, a potem porzuci mnie, rozżalonego, niczym szmacianą lalkę.

Bohatera „Kozła ofiarnego”, Johna, poznałem w chwili, której w żadnym wypadku nie można nazwać szczytem męskiej formy. Męczą go bowiem odniesione porażki życiowe, zaś poczucie całkowitego bezsensu i depresja pchają go w podróż, podczas której poszukiwać będzie sensu swojego życia, chcąc odnaleźć go w klasztorze cystersów w La Grande-Trappe we Francji. W trakcie tej podróży, w jednym z miasteczek, spotyka innego mężczyznę – swojego sobowtóra, który w dalszym ciągu zdarzeń dokonuje kradzieży nie tylko jego rzeczy, ale także tożsamości. John w jednej chwili staje się hrabią Jeanem de Gué – właścicielem zamku Saint Gilles, wraz z dobrodziejstwem jego inwentarza, krewnymi i kochankami, oraz upadającej huty szkła – rodzinnego interesu. Będzie musiał zastąpić chciwego gospodarza, okiełznać jego rodzinę, o której członkach nie ma bladego pojęcia. Każda sekunda, minuta nowego życia będzie zaskakująca nie tylko dla niego, ale też dla czytelnika obserwującego jego zmagania.

Wędrówkę po tej powieści rozpocząłem z uczuciem głębokiego niepokoju, który udzielił mi się od zgłębiającego sieć rodzinnych intryg Johna. Niepokój, choć towarzyszył mi właściwie przez całą lekturę, w pewnym momencie zaczął przemieniać się w ogromne zaciekawienie, związane z odkrywaniem kolejnych mrocznych tajemnic rodziny, a także samego hrabiego. Zaciekawienie ustąpiło wreszcie miejsca współczuciu i ogromnemu żalowi, który nie opuścił mnie już do samego końca, a nawet rozgościł się we mnie po zakończeniu lektury. Pełen rozmaitych uczuć przemierzyłem rozległe połacie majątku hrabiego Jeana de Gué, spotykając przez ten czas bohaterów opowieści, którzy objawili mi się niczym żywi ludzie. Pokochałem ich razem z Johnem i byłem strasznie rozżalony, że muszę ich opuścić. Poszukiwałem cały czas odpowiedzi na pytanie, czy warto zmieniać cudze życie i ponosić odpowiedzialność za błędy obcych sobie osób? Czy warto być tym tytułowym kozłem ofiarnym, który – jak przecież wiadomo – od samego początku przygotowany jest do zaszlachtowania? Uzmysłowiłem sobie, że każdy człowiek buduje swoje życie inaczej, w zależności od swojej osobowości oraz cech swojego charakteru. Jeden jest budowniczym, inny zaś niszczycielem.

Teraz czas się trochę otrząsnąć, pozostawić gdzieś z boku ten żal, wrócić do normalnego życia i poszukiwać nowych, wspaniałych książek, które życzyłbym sobie, aby były tak samo pasjonujące, jak „Kozioł ofiarny”.

Miejska Biblioteka Publiczna
im. Zofii Nałkowskiej w Wołominie
ul. Wileńska 32, 05-200 Wołomin
tel. 22 776 29 53

Na naszej stronie wykorzystujemy pliki cookies. Twoje preferencje dotyczące plików cookies znajdują się w ustawieniach przeglądarki, gdzie możesz je zmienić. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

  I accept cookies from this site.
EU Cookie Directive Module Information